WYWIAD- FND: "Od zawsze marzyłem by stanąć za konsoletą".
Kamil Wiśniewski znany jako FND
mieszka i studiuje w Łodzi. Didżejowaniem zajmuje się od ponad sześciu
lat. Kawałki, które tworzy, to mieszanina przeróżnych stylów niezwykle
bliskich jego osobie. Owy zabieg to jak sam mówi „ szukanie złotego
środka”. Obecnie przygotowuje materiał do swojej pierwszej EP`ki. Z
racji tego, że dwa jego sety pojawił się już na naszym bzik playerze, a
także powodu jego nietuzinkowej i barwnej osobowości postanowiliśmy
zamienić z nim parę zdań.

Skąd u ciebie chęć tworzenia muzyki klubowej?
Ja po prostu kocham muzykę. To moja miłość i zarazem pasja. Od zawsze marzyłem, by stanąć za konsoletą. W ten sposób złapałem się za decki i wziąłem ostro do roboty.
Początki były trudne ?
Najpierw kupiłem sobie pierwsze graty nieznanej nikomu firmy MC Krypt, a że nie było tam niczego poza zmianą prędkości i przyciskami cue oraz play, to musiałem nauczyć się grać ze słuchu. Później wpadło mi w ręce coś znacznie lepszego, dzięki czemu mogłem dawać czadu na małych imprezach w łódzkich klubach. Zazwyczaj miały one charakter zamknięty.
Na jakie klimaty muzyczne postawiłeś w swoim graniu ?

Gram progressive house, który towarzyszy mi od samego początku. Przyszedł też czas na elektro oraz dubstep. Nigdy nie porzucam podczas kolejnych zmian, wcześniej testowanych gatunków. Bardzo cenię każdy z nich, mimo dzielących je różnic. Cały czas próbuję znaleźć złoty środek, co zresztą mnie inspiruje do tworzenia kolejnych setów. Zresztą, jak sam zauważyłeś, ta różnica w stylach i moje poszukiwania widoczne są właśnie kawałkach, które tworzę, bo to zlepek przeróżnych gatunków.
… które często różnią się od siebie diametralnie.
Wiesz to nic innego jak łączenie tych samych emocji płynących z danego utworu. Zmienia się tylko gatunek.
Od jakiegoś już czasu trwa ostra polemika, która próbuje rozstrzygnąć, co jest trudniejsze: didżejka czy granie na żywych instrumentach. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?
Trzeba posiąść podstawową wiedzę w jakiejś dziedzinie, żeby móc w niej cokolwiek robić czy tworzyć. Moim zdaniem tworzenie muzyki, a tym jest didżejka, jest o wiele trudniejszym i poważniejszym procesem niż granie na jakimkolwiek instrumencie. Powód? Bo jesteś multiinstrumentalistą, dźwiękowcem, masteringowcem i producentem w jednym. Wszystko robisz sam, od początku do końca. Każdy dźwięk czy sampel dostrajasz indywidualnie. Komponujesz, zapisujesz, tworzysz brzmienie, masterujesz i tak dalej. W zespole muzycy mają swoją rolę i partię do zagrania. Potem materiał trafia do kolejnej osoby odpowiedzialnej za nagranie i miksowanie. W muzyce elektronicznej wszystko robisz sam. To godziny kręcenia gałkami i ustawiania odpowiedniego brzmienia i dźwięków (śmiech). Jeśli porównamy dj`a i zespół podczas występu na żywo to myślę, że jest podobnie. Musisz ogarniać jednocześnie muzykę i wyczuwać atmosferę pod sceną.
No tak, ale przy tworzeniu kawałka rockowego potrzebna jest, przynajmniej w minimalnym stopniu, znajomość podstawowych zasad muzyki, zapisu nutowego i oczywiście umiejętność gry na instrumencie.
Jasne, że znajomość nut i gam ułatwiają sprawę. W niektórych programach, typu DAV, Dj opiera się na klockach midi, mimo to trzeba znać zapis nutowy, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie o tworzeniu bitów. Nie ma muzyki bez nut, a więc ta wiedza jest moim zdaniem niezbędna zwłaszcza, że znajomość akordów i przewrotów bardzo przydaje się w muzyce typowo elektronicznej. Głębokie basy grają najczęściej sekwencje z syntezatorami, a więc to co tworzy klimat i zarys melodii. W house i progresywnym housie melodie są wręcz wymagane!
Muzyka metalowa i rockowa ma to do siebie, że bez problemu można połączyć takie granie z orientalną nutką lub orkiestrą symfoniczną. Jak sobie radzi z takim zabiegiem muzyka elektroniczna?
W elektro i dubstepie jest dużo miejsca na klimaty orientalne oraz inne aspekty muzyki poważnej. Można śmiało powiedzieć, że te gatunki dobrze ze sobą kontrastują. Wbrew pozorom jest to dosyć łatwy zabieg, wystarczy tylko mieć wizję. Można tak ukształtować ton utworu jak tylko chcesz. To w końcu bardzo elastyczne gatunki. Weźmy na przykład Wolfganga Gartnera i jego utwór „Wolfgang`s 5th Symphony”. To przecież potężne elektro z mieszanką prawdziwej klasyki. Natomiast w dubstepie fajnie jest zacząć najpierw od melodii, którą następnie niszczymy za pomocą „chorych” dźwięków i brzmień. Nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko da się zrobić (śmiech). Eksperymentowanie jest jak najbardziej wskazane. Należy jednak pamiętać, żeby zachować groove każdego gatunku.
Kiedy grasz w klubie starasz się być komercyjny, czy puszczasz sety stworzone wyłącznie przez ciebie?
Imprezy, gdzie musiałbym coś grać na siłę omijam szerokim łukiem. Kiedy gram, nie chcę być szafą grającą tylko dj`em. Jedyną kwestią, do której się dostosowuje jest wyłącznie klimat danej imprezy. Jeśli poruszana jest na niej tematyka dubstepu to jasne jest, że nie będę napierdzielał housem. Zdarzają się jednak pytania typu „ a puścisz Gagę”, a ja na to grzecznie odpowiadam „ dziś Gagi nie usłyszysz”. Gram dla ludzi, którzy chcą się pobawić i posłuchać odpowiedniej muzyki, a nie dla przypadkowych osób, chcących po prostu zaliczyć kolejna imprezę.
Czy didżej tak jak członkowie zespołu ma jakieś próby ?
Jeśli nie grasz to tracisz formę. Częste ćwiczenia pozwalają opanować różne sekwencje utworów czy chociażby łączenie efektów. Nauka i ćwiczenia to chleb powszedni, coś co robisz non stop. Wypadałoby by w końcu jednak wiedzieć, co i jak ze sobą współgra. Ja od samego początku zwracam uwagę na technikę, bo oprócz finezji w graniu jest ona dla mnie najważniejsza.
Masz już na swoim koncie jakieś sukcesy ?
Na pewno wewnętrzne (śmiech). Dopiero teraz szykuję się na pierwszy poważny sukces czyli wydanie swojej pierwsze EP’ki. Jeśli wystartuje cykl moich imprez to też będzie to mój sukces. Osobiście jednak uważam, że każdy skończony kawałek oraz zagrana impreza daje sporo satysfakcji i zadowolenia.
Powiesz nam coś więcej na temat powstającej EP`ki?
EP`ka, nad którą pracuje będzie podobna do mnie, czyli niezwykle różnorodna. Pierwszy kawałek pt.: „Łódź Calling” to mój ukłon w stronę miasta, w którym obecnie żyję. W utworze skupiłem się na tym, jak to miasto wyglądało kiedyś. W końcu była to stolica polskiego undergroundu. Szkoda, że z tej chwalebnej przeszłości nic już nie pozostało. Postanowiłem zamieścić w tym numerze swoistą mieszankę nastrojów. Drugi kawałek pt.: „Wirika” jest odniesieniem do samej płyty, jak i tematyki na niej zawartej. To mantra orientalna ze sporym wpływem industrializmu, ale również lekkie odniesienie do basów dubstepowych. Mówiąc ogólniej płyta będzie w całości nawiązaniem do tego, co przeminęło bądź upadło. Zapomniałem jeszcze powiedzieć o utworze, nad którym obecnie pracuje. Gatunkowo będzie to dubstep, ale z odniesieniem do postindustrialnego klimatu. Podsumowując usłyszycie dużo housowego beat`u, elektroniki oraz crashów i synthów.
Brzmi rewelacyjnie! To może na zakończenie rozmowy, udzielisz jakichś porad osobom chcącym spróbować swoich sił w muzyce elektronicznej ?
Na pewno nie słuchajcie hejterów i wierzcie w to co robicie. To ciężki kawałek chleba, trzeba łamać schematy i ciężko pracować bo bez czegoś „swojego” ciężko jest być zauważonym.
ROZMAWIAŁ GLADIUS
Źródło: www.bzicool.pl

Skąd u ciebie chęć tworzenia muzyki klubowej?
Ja po prostu kocham muzykę. To moja miłość i zarazem pasja. Od zawsze marzyłem, by stanąć za konsoletą. W ten sposób złapałem się za decki i wziąłem ostro do roboty.
Początki były trudne ?
Najpierw kupiłem sobie pierwsze graty nieznanej nikomu firmy MC Krypt, a że nie było tam niczego poza zmianą prędkości i przyciskami cue oraz play, to musiałem nauczyć się grać ze słuchu. Później wpadło mi w ręce coś znacznie lepszego, dzięki czemu mogłem dawać czadu na małych imprezach w łódzkich klubach. Zazwyczaj miały one charakter zamknięty.
Na jakie klimaty muzyczne postawiłeś w swoim graniu ?

Gram progressive house, który towarzyszy mi od samego początku. Przyszedł też czas na elektro oraz dubstep. Nigdy nie porzucam podczas kolejnych zmian, wcześniej testowanych gatunków. Bardzo cenię każdy z nich, mimo dzielących je różnic. Cały czas próbuję znaleźć złoty środek, co zresztą mnie inspiruje do tworzenia kolejnych setów. Zresztą, jak sam zauważyłeś, ta różnica w stylach i moje poszukiwania widoczne są właśnie kawałkach, które tworzę, bo to zlepek przeróżnych gatunków.
… które często różnią się od siebie diametralnie.
Wiesz to nic innego jak łączenie tych samych emocji płynących z danego utworu. Zmienia się tylko gatunek.
Od jakiegoś już czasu trwa ostra polemika, która próbuje rozstrzygnąć, co jest trudniejsze: didżejka czy granie na żywych instrumentach. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?
Trzeba posiąść podstawową wiedzę w jakiejś dziedzinie, żeby móc w niej cokolwiek robić czy tworzyć. Moim zdaniem tworzenie muzyki, a tym jest didżejka, jest o wiele trudniejszym i poważniejszym procesem niż granie na jakimkolwiek instrumencie. Powód? Bo jesteś multiinstrumentalistą, dźwiękowcem, masteringowcem i producentem w jednym. Wszystko robisz sam, od początku do końca. Każdy dźwięk czy sampel dostrajasz indywidualnie. Komponujesz, zapisujesz, tworzysz brzmienie, masterujesz i tak dalej. W zespole muzycy mają swoją rolę i partię do zagrania. Potem materiał trafia do kolejnej osoby odpowiedzialnej za nagranie i miksowanie. W muzyce elektronicznej wszystko robisz sam. To godziny kręcenia gałkami i ustawiania odpowiedniego brzmienia i dźwięków (śmiech). Jeśli porównamy dj`a i zespół podczas występu na żywo to myślę, że jest podobnie. Musisz ogarniać jednocześnie muzykę i wyczuwać atmosferę pod sceną.
No tak, ale przy tworzeniu kawałka rockowego potrzebna jest, przynajmniej w minimalnym stopniu, znajomość podstawowych zasad muzyki, zapisu nutowego i oczywiście umiejętność gry na instrumencie.
Jasne, że znajomość nut i gam ułatwiają sprawę. W niektórych programach, typu DAV, Dj opiera się na klockach midi, mimo to trzeba znać zapis nutowy, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie o tworzeniu bitów. Nie ma muzyki bez nut, a więc ta wiedza jest moim zdaniem niezbędna zwłaszcza, że znajomość akordów i przewrotów bardzo przydaje się w muzyce typowo elektronicznej. Głębokie basy grają najczęściej sekwencje z syntezatorami, a więc to co tworzy klimat i zarys melodii. W house i progresywnym housie melodie są wręcz wymagane!
Muzyka metalowa i rockowa ma to do siebie, że bez problemu można połączyć takie granie z orientalną nutką lub orkiestrą symfoniczną. Jak sobie radzi z takim zabiegiem muzyka elektroniczna?
W elektro i dubstepie jest dużo miejsca na klimaty orientalne oraz inne aspekty muzyki poważnej. Można śmiało powiedzieć, że te gatunki dobrze ze sobą kontrastują. Wbrew pozorom jest to dosyć łatwy zabieg, wystarczy tylko mieć wizję. Można tak ukształtować ton utworu jak tylko chcesz. To w końcu bardzo elastyczne gatunki. Weźmy na przykład Wolfganga Gartnera i jego utwór „Wolfgang`s 5th Symphony”. To przecież potężne elektro z mieszanką prawdziwej klasyki. Natomiast w dubstepie fajnie jest zacząć najpierw od melodii, którą następnie niszczymy za pomocą „chorych” dźwięków i brzmień. Nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko da się zrobić (śmiech). Eksperymentowanie jest jak najbardziej wskazane. Należy jednak pamiętać, żeby zachować groove każdego gatunku.
Kiedy grasz w klubie starasz się być komercyjny, czy puszczasz sety stworzone wyłącznie przez ciebie?
Imprezy, gdzie musiałbym coś grać na siłę omijam szerokim łukiem. Kiedy gram, nie chcę być szafą grającą tylko dj`em. Jedyną kwestią, do której się dostosowuje jest wyłącznie klimat danej imprezy. Jeśli poruszana jest na niej tematyka dubstepu to jasne jest, że nie będę napierdzielał housem. Zdarzają się jednak pytania typu „ a puścisz Gagę”, a ja na to grzecznie odpowiadam „ dziś Gagi nie usłyszysz”. Gram dla ludzi, którzy chcą się pobawić i posłuchać odpowiedniej muzyki, a nie dla przypadkowych osób, chcących po prostu zaliczyć kolejna imprezę.
Czy didżej tak jak członkowie zespołu ma jakieś próby ?
Jeśli nie grasz to tracisz formę. Częste ćwiczenia pozwalają opanować różne sekwencje utworów czy chociażby łączenie efektów. Nauka i ćwiczenia to chleb powszedni, coś co robisz non stop. Wypadałoby by w końcu jednak wiedzieć, co i jak ze sobą współgra. Ja od samego początku zwracam uwagę na technikę, bo oprócz finezji w graniu jest ona dla mnie najważniejsza.
Masz już na swoim koncie jakieś sukcesy ?
Na pewno wewnętrzne (śmiech). Dopiero teraz szykuję się na pierwszy poważny sukces czyli wydanie swojej pierwsze EP’ki. Jeśli wystartuje cykl moich imprez to też będzie to mój sukces. Osobiście jednak uważam, że każdy skończony kawałek oraz zagrana impreza daje sporo satysfakcji i zadowolenia.
Powiesz nam coś więcej na temat powstającej EP`ki?
EP`ka, nad którą pracuje będzie podobna do mnie, czyli niezwykle różnorodna. Pierwszy kawałek pt.: „Łódź Calling” to mój ukłon w stronę miasta, w którym obecnie żyję. W utworze skupiłem się na tym, jak to miasto wyglądało kiedyś. W końcu była to stolica polskiego undergroundu. Szkoda, że z tej chwalebnej przeszłości nic już nie pozostało. Postanowiłem zamieścić w tym numerze swoistą mieszankę nastrojów. Drugi kawałek pt.: „Wirika” jest odniesieniem do samej płyty, jak i tematyki na niej zawartej. To mantra orientalna ze sporym wpływem industrializmu, ale również lekkie odniesienie do basów dubstepowych. Mówiąc ogólniej płyta będzie w całości nawiązaniem do tego, co przeminęło bądź upadło. Zapomniałem jeszcze powiedzieć o utworze, nad którym obecnie pracuje. Gatunkowo będzie to dubstep, ale z odniesieniem do postindustrialnego klimatu. Podsumowując usłyszycie dużo housowego beat`u, elektroniki oraz crashów i synthów.
Brzmi rewelacyjnie! To może na zakończenie rozmowy, udzielisz jakichś porad osobom chcącym spróbować swoich sił w muzyce elektronicznej ?
Na pewno nie słuchajcie hejterów i wierzcie w to co robicie. To ciężki kawałek chleba, trzeba łamać schematy i ciężko pracować bo bez czegoś „swojego” ciężko jest być zauważonym.
ROZMAWIAŁ GLADIUS
Źródło: www.bzicool.pl
Komentarze
Prześlij komentarz